Archiwa miesięczne: Luty 2015

„A oni szli i szli dziesiątkowani …”

Pawłowiczki 2015

Pawłowiczki 2015

Zapraszamy do Kroniki Filmowej.

Minęło 75 lat od pierwszej wywózki Polaków na Sybir przez Sowietów. Z tej okazji 15 lutego w Pawłowiczkach uczestniczyliśmy w uroczystej mszy świętej, w kościele parafialnym św. św. Andrzeja i Jakuba, w intencji Kresowian i Sybiraków, a celebrowanej przez księdza proboszcza Tadeusza Oślizło. Wyjątkowe kazanie, jakie usłyszeliśmy z jego ust, poruszyło nas do głębi.
W niejednym oku pojawiły się łzy. Oparta na wspomnieniach zesłańców i ich rodzin homilia jakim priorytetem na wygnaniu była modlitwa, wiara, nadzieja i miłość. Zawołanie „Bóg, honor i ojczyzna” nie było pustym sloganem, było podstawą silnego kręgosłupa moralnego wywiezionych Polaków z Kresów Wschodnich na Sybir i dalekie tereny Rosji. Nieocenioną była tez rola matek – dzielnych kobiet, czerpiących siłę, cierpliwość i wytrwałość od Madonny Łyczakowskiej, Łopatyńskiej, Lwowskiej, Kresowej, Matki tych co odeszli i tych co zostali.

Mając w pamięci losy tych Polaków, ich straszną historię uczciliśmy ich śpiewając „Hymn Sybiraków”, „Rotę” i zupełnie nową w naszym repertuarze pieśń: „Matko Białego Orła”. Kresowiacy i mieszkańcy Pawłowiczek już po raz trzeci mieli okazję usłyszeć prawie godzinny koncert pieśni narodowych i kresowych w naszym wykonaniu.

Piękna uroczystość zorganizowało Koło Stowarzyszenia Kresowian z Pawłowiczek przy współudziale Stowarzyszenia Kresowian i Stowarzyszenia Sybiraków z Kędzierzyna-Koźla oraz wsparciu wójta gminy Pana Jerzego Treffona. Główny ciężar przygotowań spadł na ręce Pań Elżbiety i Kingi Błaszczak. Dzięki ich staraniom i gościnności OSP Pawłowiczki kresowiacy mogli spotkać sie w miłej, serdecznej atmosferze, przy wspólnym stole. Rozmowom nie było końca. Wśród gości, którzy docenili nas byli członkowie oddziału głubczyckiego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich z ich Prezesem Edwardem Wołoszynem. Ciepłe przyjęcie i słowa uznania były dla nas balsamem i bodźcem do dalszej pracy nad zapomnianymi piosenkami ukrytymi pod kresowym sercem wielu z nas.

Anna Woś

„Kresowianka”…

p_Mroz_1„Wśród burz życia, przez głogi i ciernie
Szła mężna wiarą i nadzieją zbrojna,
Bogu, ojczyźnie służyła też wiernie…
Dziś dzieci, wnuki szlą modlitwę czystą
Racz dać jej Panie światłość wiekuistą.”
(epitafium z Cmentarza Łyczakowskiego)

            Zabrakło Bogu w anielskim chórze altu, więc zabrał nam Anię – Annę Mróz – naszą koleżankę, skarbnicę wiedzy o Kresach, harcerkę, wspaniałą i utalentowaną śpiewaczkę kresowych piosenek i dumek, działającą społecznie, ciągle w ruchu, aktywną i zakochaną w rodzinie kobietę.

Losy Ani nie były zwyczajne, bo czy losy wygnanych mogły takie być? Urodzona jako druga z czwórki rodzeństwa, 11 października 1931 roku w Wiszence, w województwie lwowskim, przybyła z całą rodziną do Polski. Przez Przemyśl, Głuchołazy do Koźla i tu zadomowiła się na dobre. Szła naprzód i świeciła przykładem. Przepełniona strasznymi wspomnieniami niosła radość i nadzieję tym, którzy stawali na jej drodze. „…żeby nie dziewczyna, nie ożeniłbym się, czarne oczy miała – spodobała mi się…” – często śpiewała nam swoją ulubioną piosenkę i chociaż oczy miała niebieskie, oczarowała nimi Staszka – swojego przyszłego męża. Jej dom, który stworzyła wraz z nim był zawsze otwarty. Przygarniała do siebie każdego, a zwłaszcza pogubionych, z pogmatwanymi życiorysami. Pod serdecznym dachem zawsze czekała strawa duchowa i cielesna. Zabrakło kilku miesięcy, żeby fetować wspólnie przeżyte ze Staszkiem 55 lat.

Zasłużona dla Opolszczyzny, Harcmistrz, znakomity nauczyciel arytmetyki w popularnie zwanej „budowlance”, a przede wszystkim cudowny człowiek. Śpiewała całe życie. Od chóru nauczycielskiego, przez kościelny, do „Echa Kresów”. Tak często powtarzała: „na chór mogłabym przychodzić codziennie”. I faktycznie jej frekwencja była imponująca. Dlatego zdziwił nas fakt jej piątkowej absencji na próbie chóru, a wiadomość o jej śmierci sparaliżowała nas. Ale czy dacie wiarę, że Ania jak dobry duch i cudowny anioł zadbała, by jej miejsce nie było puste? Zależało jej bardzo na nagraniu płyty chóru, do którego przygotowujemy się od pewnego czasu, więc wierzymy, że to za jej sprawą w drzwiach stanęła nowa chórzystka ze słowami: „chciałabym śpiewać w altach”.

„Pan na Twoją duszę
Jak na kartę złotą
Dłonie położył i rzekł
– Moja będzie”.

Pozostawiła nas odrętwiałych w żalu i świadomych jej wyjątkowości. Chcemy pamiętać ją zawsze taką jaka była, bez upiększeń i ckliwości – Anię Mróz, kresowiankę, chórzystkę „Echa Kresów”.

Licznej rodzinie składamy wyrazy najgłębszego współczucia i choć zdajemy sobie sprawę, że żadne słowa nie są w stanie złagodzić tej straty, „…nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie…”. Będziemy śpiewać, śpiewać, śpiewać – tak, żeby usłyszała.

„Już Cię nie zbudzi jęk i płacz sierocy
Bo wieczność Tobie swoje pieśni śpiewa.
Spoczywaj cicho w mrokach czarnej nocy
Niech Ci szumią do snu nasze drzewa”.

KOLEŻANKI I KOLEDZY Z CHÓRU „ECHO KRESÓW”

Tekst: Anna Woś