Archiwa miesięczne: Lipiec 2015

Bo są tacy ludzie…

M_Wojdyla

„Są ludzie tak dobrzy,
szlachetni, mądrzy, niezastąpieni,
o których śmierci nigdy nie myślimy,
gdy przychodzi, jesteśmy zaskoczeni,
porażeni, zrozpaczeni i bardzo samotni.
A Ty byłeś ulepiony z gliny
najwyższego gatunku.”

      ~Ryszard Mierzejewski

MICHAŁ WOJDYŁA

W naszym kalendarzu spotkań i występów było wiele terminów związanych z jego osobą. Najbliższy – w sierpniu. Tego, że już nie spotkamy się nigdy, spodziewaliśmy się najmniej. Niespodziewanie dla nas zmarł w niedzielny poranek 26 lipca. Co napisać o człowieku wyjątkowym? Jakich użyć słów, aby opisać żal po Jego stracie? Trudne to zadanie, lecz nie napisać nic – niewybaczalny grzech. Miał szlachetną duszę, skromny do granic możliwości, szczery, serdeczny i zawsze uśmiechnięty. I miał jeszcze coś …. Bzika na punkcie Kresów i Lwowa! Stąd być może zaczęła się nasza wzajemna sympatia oraz braterstwo dusz. Propagował nasza amatorską sztukę. Całym sercem angażował się w roztaczanie mecenatu nad „Echem Kresów”. Był jak Anioł Stróż. Mimo dzielących nas kilometrów, stale czuć było jego życzliwą obecność. Zawsze nam kibicował i gorąco oklaskiwał. Teraz sam zszedł ze sceny życia.
Kochany Michale, nasz wierny Przyjacielu, dziś Tobie należą się od nas niekończące się owacje. Zostawileś w naszych sercach ślad, którego nic nie zatrze. Niech Twój Patron – Archanioł Michał, na swoich skrzydłach uniesie Cię, przez Kresy – do nieba.
Tą nietuzinkową postać przyjdzie nam pożegnać w Bolesławcu 30 lipca 2015 roku o godzinie 13:00.

Żegnaj, pamięć o Tobie nie umrze.

Stowarzyszenie Przyjaciół Chóru „Echo Kresów”
oraz
Chór „Echo Kresów” wraz z dyrygentem Adamem Wołkowskim

„Tam,gdzie nasza Matka !”

Nikt z ponad czterdzietoosobowej grupy chórzystów nie śnił nawet, że po kolejnym udanym koncercie w Grodźcu i sukcesach w Łosiowie, jego udziałem staną się wyjątkowe przeżycia związane z XXI Światowym Kongresem Kresowian w Częstochowie. I tak, 5 lipca o godzinie 9:30 stanęliśmy w 70 rocznicę wypędzenia z Kresów Wschodnich II RP na chórze kaplicy naszej Matki – Matki Bożej Częstochowskiej – Matki „…tych co odeszli, i którzy zostali”, aby swoim śpiewem oddac jej hołd i prosić o łaski w rozumieniu ludzkim niemożliwe. Stanęliśmy wśród trąb, kotłów i piszczałek sparaliżowani tremą i wielką chęcią wyspiewania pełnej chwały Bogu i Maryi. Harmonia  wewnętrzna i spokój serca spłynęły na nas, kiedy nasze oczy spotkały się ze wzrokiem Czarnej Madonny z Cudownego Obrazu. Już wtedy byliśmy pewni: damy radę! Święty Bazyli twierdził, że śpiew jest odpoczynkiem dla duszy i początkiem pokoju. Uspokaja tumult i wzburzenie myśli; uśmierza gniew. Przygotowuje ludzi do miłości, łączy odstępców, godzi wrogów. Nie trzeba nikogo zatem przekonywać, jak bardzo śpiew był w tym dniu i w tym miejscu potrzebny. Wszyscy kresowianie przybyli z całego świata dawali upust swoim wzruszeniom podczas mszy świetej w intencji wypędzonych, poległych i pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP, uroczystej homilii księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego oraz poświęcenia urny z wołyńską ziemią – roniąc szczere łzy.  Wspominając obchodzoną rocznicę ksiądz Isakowicz-Zaleski podczas kazania powiedział :  „– Dla całego świata jest to data radosna, zakończyła się wojna i w Europie i w Azji, ale nie dla mieszkańców Kresów Wschodnich. Ci co ocaleli zostali przesiedleni w nieznane, na ziemie północne i zachodnie, niektórzy pozostali, ale zniszczono nasze cmentarze, kościoły, sanktuaria Maryjne, pałace, dwory, wioski i w ten sposób została dokonana straszliwa rzecz, odrąbano Kresy Wschodnie od tradycji polskiej. Sprzedano Kresy jak i całą Europę Wschodnią za przysłowiową czapkę gruszek, chociaż Polacy bili się na wszystkich frontach. Wszędzie, czy to w Małopolsce wschodniej, czy na Wołyniu, na Lubelszczyźnie, na terenach obecnego Podkarpacia ginęli Polacy tylko dlatego, że byli Polakami, mordowano ich w straszliwy sposób. Ludobójstwo Polaków do dzisiaj jest rzeczą zapomnianą, III Rzeczpospolita do dzisiaj nie ma odwagi powiedzieć prawdy, to jest rzecz niesamowita. Nikt nie jest w stanie przełamać się i powiedzieć prawdy, że było to ludobójstwo, takie jak ludobójstwa Ormian i holokaust Żydów i, że nie można mieszać ofiar z katami.  Nie można tego zamiatać pod dywan, bo na przemilczeniu i kłamstwie nie zbuduje się pojednania i przebaczenia” – mówił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. „Nie o zemstę nam chodzi, nie chcemy przesuwania granic, nie tędy droga, my chcemy pamięci. Tak jak pamiętamy o ofiarach KL Auschwitz, o zbrodni katyńskiej, przebaczyć to nie znaczy zapomnieć „. Po tych słowach „Matka Białego Orła, idąca przez Kresy, Matka spalonych domów, popiołów i krwi…” wybrzmiała przed obliczem Matki wszystkich Polaków, a „Wierne Madonny” lwowskich świątyń rzuciły na kolana rozmodlonych pielgrzymów.

Po zakończeniu mszy świętej rozpoczęło się w Sali o. Kordeckiego Otwarte Forum Kresowe. Uczestniczyli w nim kresowianie, delegaci organizacji kresowych z Polski (m.in. z Kędzierzyna-Koźla), Litwy, Ukrainy, USA, Australii i Kanady i zaproszeni politycy: działacze RN na czele z Robertem Winnickim, Paweł Kukiz, Wojciech Szarama z PiS, Henryk Nowakowski z partii KORWIN oraz przedstawiciele Związku Sybiraków i Związku Wypędzonych z Kresów Wschodnich. Przysłuchiwaliśmy się dyskusji o formach pomocy Polakom na Kresach, o edukacji patriotycznej młodzieży polskiej, o walce z zakłamywaniem historii, o wszystkich palących sprawach dotyczących Kresów.

Program Kongresu przewidywał również część artystyczną, której byliśmy tym razem niezaprzeczalną gwiazdą. Co prawda przed nami wystąpił charyzmatyczny bard kresowej nuty – Maciej Wróblewski, ale to nam zgotowano owacje na stojąco. Sami nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania i odbioru. Z troską patrzyliśmy na ciągły ruch w sali, hałas i dziwną akustykę towarzyszącą godzinom Kongresu. Jednak, kiedy prowdząca całość Pani Danuta Skalska zapowiedziała nasz Koncert Jasnogórski: „A mysmy szli i szli…” z Polski do Polski – wszystko zmieniło się o 3600. Sala o. Koredeckiego z tysiącem miejsc wypełniła się. Zapadła cisza oczekiwania, a pierwsze akordy wygrane przez Adama Wołkowskiego i wyspiewane przez nas takty „Marszu Lwowskich Dzieci” zapoczątkowały ponad godzinną ucztę kulturalną pełną wzruszeń, łez, radości i nostalgii. Jeszcze długo po występie przyjmowaliśmy gratulacje. Posypały się ze wszech stron propozycje współpracy.       Marsz pokoleń kresowych i Apel poległych tym samym przesunął się w czasie. Uczestnicy Kongresu w pochodzie, na czele którego niesiono Krzyż Wołyński przeszli na Wały Jasnogórskie, gdzie ułożyli krzyż z biało-czerwonych zniczy. Ksiądz Grzegorz Draus, pracujący dziś w archidiecezji lwowskiej odmówił modlitwę za ofiary ludobójstwa dokonanego  przez ukraińskich nacjonalistów.

Przysłowie mówi: „Nie ma błysku bez grzmotu, nie ma święta bez muzyki”. Ta mądrość narodu miała swoje urzeczywistnienie w to upalne, lipcowe niedzielne święto kresowian. Wracaliśmy wzmocnieni modlitwą i szczęśliwi z odniesionego sukcesu. Wierzymy, że ozdobiliśmy swoim występem niebiańską republikę i ważną kresową uroczystość.

Anna Woś