Archiwa miesięczne: Październik 2016

„Bo Lwów to nie jest tylko okolica na mapach…”

Pisał Marian Hemar, wielki miłośnik Lwowa oraz Kresów. I pisał dalej: „… to ludzie, to piosenka, to ta mowa, to ten zapach.” Przekonali się o tym zaproszeni na VII Dni Lwowa i Kultury Kresowej w Świdnicy, które odbyły się 19 dnia października. Zabrakło tylko zapachu, zapachu tamtejszego chliba, bo o nim pisał poeta. Ludzi w świdnickim teatrze było mrowie. Od wspaniałej młodzieży począwszy, przez „zarażonych” bakcylem lwowsko-kresowym, po przedstawicieli władz miasta, powiatu, duchowieństwa, służb mundurowych, kombatantów i tych najważniejszych – jeszcze żyjących, nielicznych już Kresowian. Mawiają oni batiarskim językiem, że każdy jedyn ma swojego móla, który go szmula. Było oczywistym faktem dla wszystkich uczestników, że tym mólem jest Lwów – Wiedeń radości życia. „My jesteśmy z polskiej Florencji, z miasta siedmiu pagórków fiesolskich, z miasta muzyki, inteligencji i najpiękniejszych kobiet polskich. Z miasta talentów, ideałów, temperamentów i błyskawic, i teatru i gwiazd i zapałów[…] My jesteśmy z miasta poezji co się u nas rodziła na bruku.[…] My jesteśmy z tej jedynej Troi, z tej jedynej na cały świat …”. Z miasta na wskroś światowego i europejskiego. Czy można go kochać, tak po prostu, bez koligacji rodzinnych, bez korzeni i wiekowych sentymentów? Można, oj można ! Przykład? Malarz i fotograf – Andre van der Venden. Holender z krwi i kości, co w przepływach żylnych odkrył wirus lwowskiej choroby. Wystarczyła jedna wizyta w mieście Szczepka i Tońka, a już było po nim. Efektem wspaniała wystawa jego twórczości pędzlem i obiektywem malowanej. Adoptowany lwowianin był płótnem uroczystości świdnickiej, ramą – Stanisław Srokowski – Semper Fidelis Lwowi, swoim przodkom, sobie samemu, a my barwną impresją tego wydarzenia wespół z Wojciechem Habelą. Jako gość specjalny byliśmy dumni z możliwości przekazania przybyłym szerokiego wachlarza kulturalnych dokonań piewców Lwowa. Spacer po Kresach rozpoczęliśmy patriotycznie i sentymentalnie. Słychać było kroki po lwowskim bruku, stukot kopyt dorożkarskiej szkapy, szmer liści na łyczakowskim cmentarzu i w lwowskich parkach, a na koniec dało sie poczuć smak szalonego życia batiarskiej braci. Za naszą sprawą ożyła lwowska ulica. Brawa i bisy upewniły nas jak ważna jest pamięć o ziemi Ojców, kraju Matki, i jak ważne jest przekazywanie tej pamięci młodym. Tak jak eter obezwładnia i usypia, tak jeden, utworzony w tamtej chwili, organizm o wspólnym sercu, duszy i języku po silnej dawce naszego występu trwał w ekstazie i nie był uśpiony.

Towarzystwu Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich z oddziałem w Świdnicy, a zwłaszcza panu Antoniemu Jadachowi kłaniamy sie nisko i dziękujemy za zaproszenie.

Anna Woś

“59,5/60”

Wiadomość otrzymany od organizatorów „Seniorady” w Nysie:

Witam !

Z przyjemnością informuję Państwa, że Wasz Chór „Echo Kresów” otrzymał wyróżnienie na III Nyskiej Senioriadzie. Spośród 38 zgłoszonych prezentacji zdobył 59,5 pkt. na 60 maksymalnych pkt. i tylko o 0,5 pkt. mniej niż Chór „Bagatela” z Opola. W związku z powyższym Jury III Nyskiej Senioriady podjęło decyzję o przyznanie Chórowi „Echo Kresów” jedynego wyróżnienia i zaproszenia na Galę Finałową, która odbędzie się w dniu 5 listopada 2016 r. o godz. 17.00 w Sali Widowiskowej NDK. Dlatego też zwracamy się z uprzejmą prośbą o potwierdzenie udziału Chóru „Echo Kresów” w Gali Finałowej.

Z poważaniem: Piotr Przybyłowski NDK

 

Pozostawiamy tekst odebranego maila bez komentarza z naszej strony, bo jeszcze zaczęlibyśmy się chwalić, a pióra obrosłyby nasze kresowe wnętrza. Ta joj!

„GRAMY W ZIELONE !”

Pod Papugami 2016

Pod Papugami 2016

Zielony to kolor, który inspiruje do działania Samorząd Osiedlowy Zachód. W tym roku do zabawy przyłączyło się ponad dwustu mieszkańców osiedla. Rokrocznie spotkania kończące lato przybierają inna formę. Oceniano już balkony, rabaty, ogródki przydomowe, a teraz dano możliwość wykazania się dzieciom. Prace plastyczne na temat „Moje miasto w moich oczach” oceniło i nagrodziło jury. Nagrody ufundowało Miasto Kędzierzyn-Koźle, a wręczyły Panie: Prezydent Sabina Nowosielska i Radna Grażyna Radka. Spotkanie odbyło się w Pubie „Pod Papugami” przy pięknej, letniej pogodzie, wśród jeszcze soczystej zieleni. Wyjątkowy nastrój stworzył swoja muzyką Darek Czarny, a upust dobrej zabawy z dużą dawką kresowego humoru należał do nas – „Echa Kresów”. Wiatru nie było, a widownia falowała, śpiewała, wyrażając swój entuzjazm. „O miasto beztroskich ludzi, rozśpiewanych dźwięczących słów…” – nie zawsze będzie to Lwów. Kędzierzyn-Koźle też tak ma! Przekonali nas o tym mieszkańcy, dla których, tak ja dla kresowiaków zabawa, humor, piosenka są jak wisienka na torcie.

TA JOJ, TA CO, TA JOJ, TA SIUP – TO HENI NASZEJ ŚLUB!

odmapfmaabdmcjbeDawniej na Kresach, z ustnych przekazów, długo trwały przygotowania. Byli swatowie, drużbowie i trzydniowa zabawa. Do tej uroczystości szykowano się rozsądnie. Rolę swatów odegrała borowina, harmonijka ustna i śpiew, znaleźli się drużbowie, a zabawa wystarczyła za trzydniową. Wybranek serca przybył z odległego Santoka. Ujął swoim sercem na dłoni i manierami szac chłopaka. Kićki mićki zostały ochoczo przyjęte przez Henię, a i nasza chóralna hebra dała przyzwoleństwo, jak na rodzinę przystało. Nima życia na wiaderku!
Nastał więc dzień ten jedyny i wyjątkowy. W samo południe, gdy słońce stało w zenicie i głaskało kapeciuńciu znerwowaną parę, stojacą w drzwiach kościoła św. Mikołaja przywitał proboszcz i poprowadził do ołtarza. Zaszpilały organy i przy asyście śpiewającego „Echa Kresów” rozpoczęła się wspaniała ceremonia ślubna. Słowa czytanej lekcji: „… A teraz nie dla rozpusty biorę siostrę moją za żonę, ale dla związku prawego. Okaż mnie i jej miłosierdzie i pozwól razem dożyć starości! I powiedzieli kolejno: Amen, amen!”(Tb. 8,8)  poruszyły wszystkich. Otworzyły się przed Henią i Romanem drzwi innego życia, wypłyną z rozwiniętymi żaglami w krainę przyszłości, ale będzie to kraj znany im dobrze obojgu. Nie obce im przecież uczucie zawodu, cierpienia i bólu, ale serca biją tak samo miłością, niepokojem, nadzieją. Wszak wiek nie ma tu nic do rzeczy, „gdy się łączą serca dwa w Imię Boże”. Na szczęśliwych, na dziedzińcu kościelnym czekał Packard z szoferem zapraszającym do weselnego orszaku. Jeszcze tylko kwiaty, uściski i serdeczności. I tak ja dawniej bywało, radosny tłum gości, ruszył na przyjęcie. A tam… „brzęczą już widelce, noże, jest wesoło, wielki ruch. Każdy wcina ile może, każdy pije dziś za dwóch… A przy stole, gdzie są Młodzi, tam harmider powstał fest. Tam Pan Młody wódkę słodzi – hebra krzyczy: gorzka jest! Więc starosta wszystkim leji, każdy wypić ma do dna. Niech si Młodym dobrzy dzieji, niech im Pan Bóg zdrowi da!” (Lwowski ślub)
Ach, co to był za ślub! Śpiewom i zabawie nie było końca. Jedzenie i torty (zwłaszcza orzechowy) były palce lizać! „Hop ta joj! – hebra śpiwa – żyj Heniusiu długi czas! Hop ta joj! Bądź szczęśliwa i wódeczku częstuj nas!” A z drugiego kąta sali goście tak wykrzykiwali: „Oj, dajcie nam flaszeczkę i kilo kiełbasy, bo to jest Pan Młody ekstra pierwszej klasy!”
Miało być klawo i było klawo! TA JOJ!