Archiwa miesięczne: Czerwiec 2017

Re-wizyta Chóru Echo Kresów na Ukrainie.

4 czerwca 2017 roku pożegnaliśmy Chór Żurawka z Ukrainy na krótko, bo już 7 czerwca Chór Echo Kresów wyruszył z re-wizytą. Byliśmy spokojni, bo wiedzieliśmy do kogo jedziemy. Podróż minęła bez problemów i już ok. godz. 14 powitano nas serdecznie i zaproszono do suto zastawionych stołów. Nakarmieni, napojeni zostaliśmy „oddani” w ręce goszczących nas rodzin w Ostrowiu koło Tarnopola. Po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku pojechaliśmy do Tarnopola. Był spacer nadbrzeżem jeziora w mieście, gdzie jest pałac, cerkiew, a po drugiej stronie hotel Haliczyna. Następnie odbyliśmy spacer po parku, w którym znajduje się wiele pomników, m.in. pomnik słynnej śpiewaczki Solomii Kruszelnickiej, Tarasa Szewczenki, a także pomnik o tajemniczej nazwie „Przypadkowe spotkanie”. Chwila zadumy w katedrze i powrót do gospodarzy.

Nasi koledzy z Chóru Żurawka przygotowali na nasz pobyt wiele wycieczek i atrakcji. Pierwsza wycieczka była do Zbaraża i Starego Wiśniowca.

W Zbarażu zwiedzaliśmy renesansowy zamek, którego heroiczną obronę opisał H. Sienkiewicz w powieści „Ogniem i mieczem”.

Do dzisiaj każdy z Polaków pamięta, jak to walczyli Jaremy rycerze: husarz Skrzetuski, olbrzym Podbipięta, Wołodyjowski, żołnierz nad żołnierze.” (cytat)

Zbaraż był bardzo zniszczony po drugiej wojnie światowej, dopiero w 89′ roku władze Ukrainy uznały, że Zbaraż powinien stać się również ich symbolem i go odrestaurowano. Tu na pożegnanie zaśpiewaliśmy: „Madonny Kresowe”, „Alleluja”, „Nim świt”.

Byliśmy również w kościele katolickim, gdzie historię kościoła przedstawił nam ojciec franciszkanin.  Polscy księża odbudowali ten kościół z ruin. Tu zaśpiewaliśmy kilka pieśni i ruszyliśmy do Starego Wiśniowca zwiedzić pałac Wiśniowieckich i Mniszków położony na wysokiej skarpie nad jarem Horynia.

W sobotę pojechaliśmy do Buczacza – miasta, gdzie w 1662 roku zawarty został haniebny dla Polaków traktat z Turcją. Ponadto w 1991 roku do Buczacza wrócił ks. infułat Ludwik Rutyna – wieloletni proboszcz parafii pw. Św. Zygmunta i Jadwigi Śl. w Kędzierzynie-Koźlu. Ksiądz Rutyna odzyskał wiele kościołów katolickich na Ukrainie, z których odbudował aż 7. Spotkaliśmy się z obecnym proboszczem, Ks. Darkiem, i zaśpiewaliśmy kilka pieśni przed ołtarzem kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W czasie występu kościół powoli zapełniał się ludźmi. Ksiądz proboszcz żałował, że nie możemy zostać do niedzieli, by zaśpiewać w czasie mszy. Czas nas gonił, więc pojechaliśmy do Zarwanicy – grekokatolickiego sanktuarium, gdzie tryska cudowne źródło z uzdrawiającą wodą. Sanktuarium to też było zniszczone podczas wojny i w okresie powojennym. Odbudowano je i obecnie działa tam Wyższe Seminarium Duchowne. Zaopatrzeni w wodę z cudownego źródła i zamoczeni w basenie ze świętą wodą wracamy do Ostrowia.

W niedzielę śpiewaliśmy w czasie mszy w kościele pw. Bożego Miłosierdzia w Tarnopolu. To kościół konsekrowany 18 października 2008 roku. W budowę tego kościoła zaangażowany był były proboszcz z Reńskiej Wsi, ks. Józef Marfiany, który ufundował ołtarz soborowy i małą ambonę, wykonane z białego marmuru. Należy dodać, iż ksiądz Marfiany urodził się w Janowie koło Tarnopola. Po mszy daliśmy koncert przy ołtarzu. Kościół był zapełniony po brzegi, w niejednym oku pojawiła się łza, na koniec otrzymaliśmy owacje na stojąco. Następny koncert daliśmy w Ostrowiu w grocie przy cerkwi. Tu też zaśpiewaliśmy wspólnie z Chórem Żurawka. Po pożegnalnym posiłku i wspólnych śpiewach przygotowaliśmy się do wyjazdu do Lwowa.

Wieczorem zakwaterowaliśmy się w hotelu Lwów. Odbyliśmy krótki wieczorny spacer po Lwowie, posililiśmy się w Puzatej Chacie. Rano po śniadaniu zwiedziliśmy Lwów, zrobiliśmy zakupy i wykwaterowaliśmy się z hotelu. Po południu mieliśmy chwilę zadumy i refleksji na Cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich. Nadszedł czas pożegnania Ukrainy i pięknego Lwowa. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną obiecując sobie jeszcze tam wrócić.

Maria Pławiak

„CZAR PODOLA I WOŁYNIA”

Pełni przeróżnych uczuć i oczekiwań, późnym wieczorem siódmego dnia czerwca, ruszyliśmy w podróż na Ukrainę. Dla wielu z nas była to pierwsza eskapada za wschodnią granicę, a dla części ponowna. Wczesnym rankiem żyzna, ukraińska ziemia powitała „Echo Kresów” łanami maków, chabrów, rumianków i łubinów. Droga, choć nie przypominała autostrady słońca, jednak szczęśliwie zawiodła do celu podróży – Ostrowa pod Tarnopolem. Serdecznie powitani, od razu dobrze się czuliśmy. Trafiliśmy pod gościnne dachy, gdzie tak jak w Polsce sprawdziło się powiedzenie „gość w dom, Bóg w dom”. Spędzaliśmy czas z rodzinami, poznawaliśmy się bliżej i nasze kultury przenikały się. Na dzień dobry poznawaliśmy zakątki Ostrowa i Tarnopola, uroczo położone nad rzeką Sered. Prócz zaplanowanych koncertów, mieliśmy czas odkrywać czar Podola i Wołynia. Ruszyliśmy szlakiem zamków – niemych świadków kresowej historii. Odwiedziliśmy Buczacz, Zbaraż i Wiśniowiec. Monasterzyska i Buczacz – miejsca, gdzie korzenie przodków naszego maestro oraz najstarszego chórzysty tkwią mocno przysypane urodzajnym czarnoziemem. Są łzy wzruszenia, kiedy w polskich kościołach możemy zaśpiewać „Wierne Madonny” czy „Alleluja”. Matka Boga towarzyszy nam na naszym szlaku podróży. Odwiedzamy ukraińską Jasną Górę – Zarwanicę. Cudowne źródełko, w którym kąpią się pielgrzymi, przyniosło nam orzeźwienie i nadzieję na zdrowie. I tu spotykamy polskie akcenty: Matka Boża Zarwanicka była koronowana przez Jana Pawła II podczas jego pobytu na Ukrainie, a po sanktuarium oprowadzał nas kapłan, który studiował na KUL-u w Lublinie. Wieczorem czas spędziliśmy na wspólnej zabawie, nie oszczędzając nóg do tańca i gardeł do śpiewu. Pamiętaliśmy jednak, o czekającej nas Mszy Świętej w polskim Kościele Bożego Miłosierdzia i Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnopolu. A po niej koncert i spotkanie z Polakami mieszkającymi w tej części Ukrainy. Odśpiewana przez nas ”Gaude Mater Polonia” zabrzmiała tak, jak nigdy dotąd. Wzruszenie odbierało mowę, ale spotkały nas również zabawne sytuacje. Z Tarnopola ruszyliśmy z powrotem do Ostrowa. Słońce topiło śpiewniki, kiedy ustawialiśmy się do koncertu na niewielkim wzgórzu przy miejscowym źródełku i nowej cerkwi greko-katolickiej.  Mieszkańcy, wierni i kler ciasno otoczyli podium. W radosnej atmosferze, bawiąc się podczas naszego występu, dotrwali do momentu, kiedy stanęliśmy wspólnie z „Żurawką” i mogliśmy zaprezentować polsko-ukraińskie wspólne śpiewy. Bisom nie byłoby końca, gdyby nie działanie zegara tykającego z tyłu głowy naszego dyrygenta. Ostatnie serdeczności wymieniliśmy z gospodarzami przy autokarze i ruszyliśmy do Lwowa. Mimo zmęczenia, rozpoczęliśmy nocny obchód miasta. Łyk lwowskiego powietrza wystarczył, by poczuć się wspaniale pod każdym względem. Żal było wracać do hotelu. Ostatni nocleg na Ukrainie – w ukochanym Lwowie był krótki. Wczesna pobudka pozwoliła na wygospodarowanie dodatkowego czasu na chłonięcie, każdą komórką ciała, miasta o wyjątkowym dla nas znaczeniu. Na naszej trasie: Opera, rynek (czy jeszcze stoi i czy są tam lwy?), katedra z modlitwą różańcową, okoliczne uliczki, kościoły, targ mały i duży, Żorż bez fiakrów, Mickiewicz, dawne knajpki, muzeum kawy i gorąca czekolada- słowem przedwojenny elementarz…

Obiad zjedliśmy w polskiej restauracji, gdzie witali nas Szczepko i Tońko! Jedzenie palce lizać! Na koniec zostawiliśmy Cmentarz Łyczakowski. Wizyta na Lwowskiej Nekropolii poruszyła nas dogłębnie. Zupełnie przypadkowo doszło do spotkania z Kardynałem Kazimierzem Nyczem, który incognito odwiedzał Cmentarz – Muzeum. Obiecał nam ponowne spotkanie w Warszawie podczas uroczystości związanych z 74 rocznicą Ludobójstwa na Kresach, gdzie będziemy występować. Pokonując ścieżki Cmentarza Łyczakowskiego, odwiedzaliśmy groby wielkich Polaków. Pomniki opowiadały nietypowe historie. Była Rota, a Orlętom łamiącymi się głosami zaśpiewaliśmy „Cmentarzyk”. Łzą skropione znicze zapłonęły kończąc naszą sentymentalną wędrówkę po Lwowie. Wracamy do domu. Kochamy Cię Polsko!

 

Anna Woś

„A KTO Z NAMI TRZYMA SZTAMY…”

Wiadomo, jak dalej piosenka mówi – „…temu lepi jak u mamy!” Czy tak było i tym razem? Mieliśmy wielką nadzieję, że tak! Do naszej kompanii trzymającej sztamę dołączył Chór „Żuravka” z Ostrowa koło Tarnopla. Dwadzieścia dwie osoby wraz z dyrygentem Stefanem Dżurowskim przyjęli nasze zaproszenie, przyjechali i zamieszkali w naszych domach. Wymęczonych podróżą, a zwłaszcza siedmiogodzinnym staniem na granicy przywitaliśmy gorącą strawą i otwartymi sercami. Kolejne dni pobytu wypełnione były po brzegi. Poznawanie uroków Opolszczyzny, a zwłaszcza naszego powiatu – to zasługa Wójta Gminy Pawłowiczki  Jerzego Treffona. W Pawłowiczkach pierwszy koncert Chóru „Żurawka” na polskiej ziemi i pierwsze niekończące się brawa. Zespół z Ukrainy „wyhaftowany” kwiatowymi ornamentami snuł muzyczne opowieści. Wspólne biesiadowanie pełne śpiewu, beztroskiej zabawy oraz łamania sobie języka i rąk wypełniło cały wieczór w „Naszym Dworku” w Dziergowicach. Gospodarze miejsca Państwo Grażyna i Leszek Krzywniakowie przeszli samych siebie w gościnności. To tu zawiązywały się zalążki bliskiej znajomości, a rozmowom nie było końca.  Korzystając z trwających Dni Miasta Kędzierzyn-Koźle mogliśmy również pokazać naszym gościom jak potrafimy się bawić na wolnym powietrzu przy świetle księżyca i rozgwieżdżonego nieba.

Niedzielny poranek rozpoczął się Mszą św., której oprawę muzyczną zapewnił Chór „Żuravka”. Po mszy w kościele św. Zygmunta i św. Jadwigi Śląskiej ukraińscy śpiewacy stanęli do koncertu. Gorący aplauz zdawał się nie mieć końca. Czas jednak działał na niekorzyść słuchających. Artystyczne obowiązki gnały nas wszystkich do Hali Sportowej w Kędzierzynie-Koźlu. W ramach XIV Wojewódzkich Dni Kultury Kresowej koncertowaliśmy składanką najlepszych, kresowych melodii, Chór z Ukrainy rozbawił publiczność wiązanką ludowych piosenek i klasycznym repertuarem. Na zakończenie wspólnie odśpiewaliśmy repertuar po polsku i ukraińsku. Zgromadzona, pomimo oberwania chmury, widownia podziękowała zasłużonymi brawami.

Wiecznie młodzi duchem, ciągle głodni nauki tym razem postawiliśmy na języki obce. Zachęceni małym sukcesem w poznawaniu języka ukraińskiego uczymy się zuluskiego, angielskiego i czeskiego. Swoje talenty lingwistyczne chcemy zaprezentować  w Pradze na Międzynarodowym Praskim Festiwalu Chórów Lato 2017. Do udziału w tej ogromnej imprezie zakwalifikowało się ok. 115 chórów z całego świata. Polskę będą reprezentować tylko cztery zespoły. „Echo Kresów” wystąpi w dwóch konkursowych koncertach na scenach Pragi i dwóch koncertach pokazowych, m.in. na Placu Wacława gdzie zaprezentuje się ok. trzy i pół tysiąca osób śpiewając cztery utwory z obowiązkowego repertuaru. – Bedą to „What a wonderfull World, „Halleluyach”, „Siyahamba” i „Kacena Divoka”. Nasz zapał podchwycili chórzyści z Ostrowa. Wkrótce jedziemy do nich z rewizytą. Będzie okazja znów zaśpiewać jednym głosem. Nim to nastąpi musieliśmy w niedzielne popołudnie pożegnać naszych miłych gości. Pożegnanie trwało, trwało i trwało. Godziny uciekały, a serdecznościom i gromkim śpiewom towarzyszyły łzy, bo „…tak niedawno żeśmy się spotkali, a już pożegnania nadszedł czas.” Do zobaczenia wkrótce!

Anna Woś