Archiwa miesięczne: Wrzesień 2017

„Zaściełaj Panie stoły i ławy, idzie do Ciebie gość niebywały…”

Od wieków polscy żniwiarze mieli „wielką uciechę w głosach śpiewania i nucenia”. Zapraszani przez gospodarzy zasiadali za stołami i następowały przemowy, poczęstunki, muzyka i tańce. Muzykanci grali i w zabawie uczestniczyły całe gromady.

Nie mogło i nas zabraknąć na tej wyjątkowej biesiadzie. Brać kresowa zgromadziła się jakby przy jednym stole suto zastawionym piosenką i tańcem. Na scenicznym blacie Festiwalu Kultury Kresowej w Kożuchowie pyszniły się półnuty, ósemki, całe nuty garnirowane wybornym tempem i wielobarwną paletą sukien występujących zespołów. Jako danie główne wpłynął nasz Chór, a żądni wysublimowanych dźwięków goście i widzowie mogli karmić się nimi do woli. Wśród nich przedstawiciele samorządu lokalnego: Starosta nowosolski Waldemar Wrześniak, Burmistrz Kożuchowa Paweł Jagasek, inicjator imprezy Zygmunt Muszyński oraz dyrektor Centrum Kultury „Zamek” w Kożuchowie – Urszula Stochel-Matuszak.

Jakie było ich zaskoczenie, kiedy mogli przekonać się o naszych lingwistycznych zdolnościach. Każdy batiar czy kresowiak ma w sobie iskrę Bożą pozwalającą na rozwijanie talentów, a jednym z nich – łatwość nawiązywania kontaktów w językach świata. Czym języki świata wobec języka duchowego? To on stał się zwieńczeniem uczty. W podzięce za „obfitość wszystkiego, co daje: łan, las i pasieka” Echo Kresów gromko zaśpiewało, ożywiając ciszę kożuchowskich, szprotawskich i siecieborzyckich pól. Zachowując zwyczaje Ojców, błogosławione ręką kapłana, zbiory i chleb były dziękczynieniem złożonym Bogu za pomyślne żniwa oraz bogactwo plonów. „Sijahamba” kroczyła z dożynkowym wieńcem.

Ten symbol najpiękniejszych obrzędów rolniczych narodu polskiego pysznił się w centralnym miejscu kościoła dojrzałością kłosów zboża  uwity na kształt korony radującej się Matki Polski. Echo Kresów jak grona czerwonej kaliny były ozdobnikiem dożynkowego wieńca, z ust których wydobywało się Gaude Mater Polonia. Ludowy zwyczaj nakazywał duchowym gospodarzom – ks. Leonowi Andrysowi w Szprotawie i ks. Adamowi Koźmińskiemu w Siecieborzycach – przynieść „po żniwach z pierwszego nowego żyta bochen chleba”. Bo „powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być ja chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”. I dzielili się mieszkańcy Kożuchowa, Szprotawy i Siecieborzyc tym dobrem z nami. My zaś nieśliśmy wraz z chlebem kresową piosenkę, która pachniała kminkiem z kulikowskiego chliba, wyśpiewanego przez Annę Woś. I porywaliśmy do tańca przy akompaniamencie czuchrającego Adaśka Wołkowskiego, bo „czy to męska, czy to damska jest, byle tylko rżnęła fest a fest”. „Bal weteranów” nie tylko gratką był dla batiarów z Łyczakowa, ale siecieborzanom też paliły się podeszwy na parkiecie. Szac chłopaki z naszego chóru: Jóźku, Tośku, Antyk, Tadzik, Andrzej, Romku, Ryśku, Jurki dwa, Staśku i Felicjan nie dawali wytchnienia miejscowym kubitom, porywając do tańca zgodnie z ich kresową, zawadiacką naturą.

„Bo chto z nami trzyma sztamy, temu lepi jak u mamy”. Matkujące wszystkim Panie – Elżbieta Poźniak i Jadwiga Turek – potwierdziły raz kolejny, „że nigdzi ni bendzi tak dobrze, ja tam(…), gdzie serca otwarte są szerzej od bram”. Prostota, gościnność, poszanowanie pracy i tradycji, wierność Bogu i ojczyźnie to cechy każdego porządnego gospodarza, jakim niewątpliwie był przyjmujący nas Burmistrz Szprotawy Józef Rubacha. Specjalnie dedykowana mu piosenka „Ta panie Karolku” była „oczkiem” puszczonym w jego stronę z typowym dla kresowian poczuciem humoru.

Kolejny ukłon poszedł do Pana Leszka Macały, który puszczał się w „dzikie tany(…), gdzie tylku zjawił si”. W trakcie wspólnego świętowania czuć było ducha zabawy, radości i kresowego zapału do pacałychy. „Ta joj, ta Jóźku” zaśpiewane przez Tadeusza Luszawskiego chciałoby się sparafrazaować na „Ta joj, ta Leszku(…) widzy, ży masz tengi plecy, z gemby widać cały Lwów !”.

Sielski, dożynkowy nastrój udzielił się wszystkim. Drzewiej bywało, że zabawy trwały trzy dni, każdy cieszył się z zasobności spichlerzy zapewniających lepsze jutro i pewność sytości na następny rok. Nasz Noblista Władysław Reymont pisał: ”Skończył się bowiem przednówek, stodoły były pełne, zboże sypało niezgorzej i każden, choćby najbiedniejszy, hardo podnosił głowę, z dufnością patrzał w jutro i roił se jakoweś z dawien dawna upragnione szczęśliwości…”. Dawne zwyczaje zmieniają się, wystarczy zabawy na jeden dzień, ale spać możemy spokojnie, roić szczęśliwości możemy bez przeszkód. Nasza misja spełniona, a jej plony obfite!

 

Małgorzata Skrzypczak

Anna Woś