Ostatnie informacje
Sponsor strategiczny


Kategorie
Archiwa
październik 2022
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

„CZAR PODOLA I WOŁYNIA”

Pełni przeróżnych uczuć i oczekiwań, późnym wieczorem siódmego dnia czerwca, ruszyliśmy w podróż na Ukrainę. Dla wielu z nas była to pierwsza eskapada za wschodnią granicę, a dla części ponowna. Wczesnym rankiem żyzna, ukraińska ziemia powitała „Echo Kresów” łanami maków, chabrów, rumianków i łubinów. Droga, choć nie przypominała autostrady słońca, jednak szczęśliwie zawiodła do celu podróży – Ostrowa pod Tarnopolem. Serdecznie powitani, od razu dobrze się czuliśmy. Trafiliśmy pod gościnne dachy, gdzie tak jak w Polsce sprawdziło się powiedzenie „gość w dom, Bóg w dom”. Spędzaliśmy czas z rodzinami, poznawaliśmy się bliżej i nasze kultury przenikały się. Na dzień dobry poznawaliśmy zakątki Ostrowa i Tarnopola, uroczo położone nad rzeką Sered. Prócz zaplanowanych koncertów, mieliśmy czas odkrywać czar Podola i Wołynia. Ruszyliśmy szlakiem zamków – niemych świadków kresowej historii. Odwiedziliśmy Buczacz, Zbaraż i Wiśniowiec. Monasterzyska i Buczacz – miejsca, gdzie korzenie przodków naszego maestro oraz najstarszego chórzysty tkwią mocno przysypane urodzajnym czarnoziemem. Są łzy wzruszenia, kiedy w polskich kościołach możemy zaśpiewać „Wierne Madonny” czy „Alleluja”. Matka Boga towarzyszy nam na naszym szlaku podróży. Odwiedzamy ukraińską Jasną Górę – Zarwanicę. Cudowne źródełko, w którym kąpią się pielgrzymi, przyniosło nam orzeźwienie i nadzieję na zdrowie. I tu spotykamy polskie akcenty: Matka Boża Zarwanicka była koronowana przez Jana Pawła II podczas jego pobytu na Ukrainie, a po sanktuarium oprowadzał nas kapłan, który studiował na KUL-u w Lublinie. Wieczorem czas spędziliśmy na wspólnej zabawie, nie oszczędzając nóg do tańca i gardeł do śpiewu. Pamiętaliśmy jednak, o czekającej nas Mszy Świętej w polskim Kościele Bożego Miłosierdzia i Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnopolu. A po niej koncert i spotkanie z Polakami mieszkającymi w tej części Ukrainy. Odśpiewana przez nas ”Gaude Mater Polonia” zabrzmiała tak, jak nigdy dotąd. Wzruszenie odbierało mowę, ale spotkały nas również zabawne sytuacje. Z Tarnopola ruszyliśmy z powrotem do Ostrowa. Słońce topiło śpiewniki, kiedy ustawialiśmy się do koncertu na niewielkim wzgórzu przy miejscowym źródełku i nowej cerkwi greko-katolickiej.  Mieszkańcy, wierni i kler ciasno otoczyli podium. W radosnej atmosferze, bawiąc się podczas naszego występu, dotrwali do momentu, kiedy stanęliśmy wspólnie z „Żurawką” i mogliśmy zaprezentować polsko-ukraińskie wspólne śpiewy. Bisom nie byłoby końca, gdyby nie działanie zegara tykającego z tyłu głowy naszego dyrygenta. Ostatnie serdeczności wymieniliśmy z gospodarzami przy autokarze i ruszyliśmy do Lwowa. Mimo zmęczenia, rozpoczęliśmy nocny obchód miasta. Łyk lwowskiego powietrza wystarczył, by poczuć się wspaniale pod każdym względem. Żal było wracać do hotelu. Ostatni nocleg na Ukrainie – w ukochanym Lwowie był krótki. Wczesna pobudka pozwoliła na wygospodarowanie dodatkowego czasu na chłonięcie, każdą komórką ciała, miasta o wyjątkowym dla nas znaczeniu. Na naszej trasie: Opera, rynek (czy jeszcze stoi i czy są tam lwy?), katedra z modlitwą różańcową, okoliczne uliczki, kościoły, targ mały i duży, Żorż bez fiakrów, Mickiewicz, dawne knajpki, muzeum kawy i gorąca czekolada- słowem przedwojenny elementarz…

Obiad zjedliśmy w polskiej restauracji, gdzie witali nas Szczepko i Tońko! Jedzenie palce lizać! Na koniec zostawiliśmy Cmentarz Łyczakowski. Wizyta na Lwowskiej Nekropolii poruszyła nas dogłębnie. Zupełnie przypadkowo doszło do spotkania z Kardynałem Kazimierzem Nyczem, który incognito odwiedzał Cmentarz – Muzeum. Obiecał nam ponowne spotkanie w Warszawie podczas uroczystości związanych z 74 rocznicą Ludobójstwa na Kresach, gdzie będziemy występować. Pokonując ścieżki Cmentarza Łyczakowskiego, odwiedzaliśmy groby wielkich Polaków. Pomniki opowiadały nietypowe historie. Była Rota, a Orlętom łamiącymi się głosami zaśpiewaliśmy „Cmentarzyk”. Łzą skropione znicze zapłonęły kończąc naszą sentymentalną wędrówkę po Lwowie. Wracamy do domu. Kochamy Cię Polsko!

 

Anna Woś