Ostatnie informacje
Sponsor strategiczny


Kategorie
Archiwa
październik 2022
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Re-wizyta Chóru Echo Kresów na Ukrainie.

4 czerwca 2017 roku pożegnaliśmy Chór Żurawka z Ukrainy na krótko, bo już 7 czerwca Chór Echo Kresów wyruszył z re-wizytą. Byliśmy spokojni, bo wiedzieliśmy do kogo jedziemy. Podróż minęła bez problemów i już ok. godz. 14 powitano nas serdecznie i zaproszono do suto zastawionych stołów. Nakarmieni, napojeni zostaliśmy „oddani” w ręce goszczących nas rodzin w Ostrowiu koło Tarnopola. Po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku pojechaliśmy do Tarnopola. Był spacer nadbrzeżem jeziora w mieście, gdzie jest pałac, cerkiew, a po drugiej stronie hotel Haliczyna. Następnie odbyliśmy spacer po parku, w którym znajduje się wiele pomników, m.in. pomnik słynnej śpiewaczki Solomii Kruszelnickiej, Tarasa Szewczenki, a także pomnik o tajemniczej nazwie „Przypadkowe spotkanie”. Chwila zadumy w katedrze i powrót do gospodarzy.

Nasi koledzy z Chóru Żurawka przygotowali na nasz pobyt wiele wycieczek i atrakcji. Pierwsza wycieczka była do Zbaraża i Starego Wiśniowca.

W Zbarażu zwiedzaliśmy renesansowy zamek, którego heroiczną obronę opisał H. Sienkiewicz w powieści „Ogniem i mieczem”.

Do dzisiaj każdy z Polaków pamięta, jak to walczyli Jaremy rycerze: husarz Skrzetuski, olbrzym Podbipięta, Wołodyjowski, żołnierz nad żołnierze.” (cytat)

Zbaraż był bardzo zniszczony po drugiej wojnie światowej, dopiero w 89′ roku władze Ukrainy uznały, że Zbaraż powinien stać się również ich symbolem i go odrestaurowano. Tu na pożegnanie zaśpiewaliśmy: „Madonny Kresowe”, „Alleluja”, „Nim świt”.

Byliśmy również w kościele katolickim, gdzie historię kościoła przedstawił nam ojciec franciszkanin.  Polscy księża odbudowali ten kościół z ruin. Tu zaśpiewaliśmy kilka pieśni i ruszyliśmy do Starego Wiśniowca zwiedzić pałac Wiśniowieckich i Mniszków położony na wysokiej skarpie nad jarem Horynia.

W sobotę pojechaliśmy do Buczacza – miasta, gdzie w 1662 roku zawarty został haniebny dla Polaków traktat z Turcją. Ponadto w 1991 roku do Buczacza wrócił ks. infułat Ludwik Rutyna – wieloletni proboszcz parafii pw. Św. Zygmunta i Jadwigi Śl. w Kędzierzynie-Koźlu. Ksiądz Rutyna odzyskał wiele kościołów katolickich na Ukrainie, z których odbudował aż 7. Spotkaliśmy się z obecnym proboszczem, Ks. Darkiem, i zaśpiewaliśmy kilka pieśni przed ołtarzem kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W czasie występu kościół powoli zapełniał się ludźmi. Ksiądz proboszcz żałował, że nie możemy zostać do niedzieli, by zaśpiewać w czasie mszy. Czas nas gonił, więc pojechaliśmy do Zarwanicy – grekokatolickiego sanktuarium, gdzie tryska cudowne źródło z uzdrawiającą wodą. Sanktuarium to też było zniszczone podczas wojny i w okresie powojennym. Odbudowano je i obecnie działa tam Wyższe Seminarium Duchowne. Zaopatrzeni w wodę z cudownego źródła i zamoczeni w basenie ze świętą wodą wracamy do Ostrowia.

W niedzielę śpiewaliśmy w czasie mszy w kościele pw. Bożego Miłosierdzia w Tarnopolu. To kościół konsekrowany 18 października 2008 roku. W budowę tego kościoła zaangażowany był były proboszcz z Reńskiej Wsi, ks. Józef Marfiany, który ufundował ołtarz soborowy i małą ambonę, wykonane z białego marmuru. Należy dodać, iż ksiądz Marfiany urodził się w Janowie koło Tarnopola. Po mszy daliśmy koncert przy ołtarzu. Kościół był zapełniony po brzegi, w niejednym oku pojawiła się łza, na koniec otrzymaliśmy owacje na stojąco. Następny koncert daliśmy w Ostrowiu w grocie przy cerkwi. Tu też zaśpiewaliśmy wspólnie z Chórem Żurawka. Po pożegnalnym posiłku i wspólnych śpiewach przygotowaliśmy się do wyjazdu do Lwowa.

Wieczorem zakwaterowaliśmy się w hotelu Lwów. Odbyliśmy krótki wieczorny spacer po Lwowie, posililiśmy się w Puzatej Chacie. Rano po śniadaniu zwiedziliśmy Lwów, zrobiliśmy zakupy i wykwaterowaliśmy się z hotelu. Po południu mieliśmy chwilę zadumy i refleksji na Cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich. Nadszedł czas pożegnania Ukrainy i pięknego Lwowa. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną obiecując sobie jeszcze tam wrócić.

Maria Pławiak